#dwaR – dziesiąty tydzień wyzwania i podsumowanie

Z ostatniego tygodnia mojego wyzwania #dwaR zrobiło się właściwie 11 dni… Powodem było to, że wzięliśmy się za mikro remonty i cały weekend poświęciliśmy na pomalowanie pokoju dziecięcego. Związana z tym praca i ciasnota, gdy meble i rzeczy zostały przeniesione do innych pomieszczeń, skutecznie uniemożliwiła mi inne porządki.

Tak się złożyło, że na zakończenie wyzwania pojawi się dużo szkła 😉

Słoik – wazonik

Całkiem niedawno dostałam bukiet goździków, który okazał się wabikiem na kota i dzieci. Szybko okazało się, że sporo kwiatów jest ułamanych. Chciałam, żeby jeszcze mogły cieszyć oko, ale okazało się, że nie posiadam żadnego małego wazoniku. Ostatecznie kwiatki wylądowały na kilka dni w szklance.

Pusty słoik po chrzanie. #dwaR - dziesiąty tydzień wyzwania

Słoiczek po chrzanie ma elegancki, kulisty kształt i uznałam, że po ozdobieniu będzie świetnie pełnił funkcję wazonu. Trochę sznureczka oraz farbki i tadam! Mam już gdzie wkładać małe bukieciki 🙂

Wazonik ze słoika. #dwaR - dziesiąty tydzień wyzwania

Słoiki – pojemniki na jedzenie

Odkąd kupujemy dużo mokrej karmy dla kota, pojawił się problem z jej przechowywaniem w lodówce. Duże puszki bardziej opłacają się finansowo, ale oznacza to również, że długo stoją otwarte. Przed nakarmieniem zwierza wypadałoby ogrzać mu jedzenie, bo podane bezpośrednio z lodówki może mu zaszkodzić. Kwestia zapachu karmy też nie jest obojętna dla innych domowników.

Zastanawiałam się nad zakupem małych pojemniczków (w domu praktycznie takich nie posiadam), żeby do nich przekładać tę kocią karmę. Nagle mnie oświeciło! Po co mam kupować specjalnie pojemniczki do domu, kiedy mam karton słoików? Mały słoiczek po to, żeby wkładać tam pojedyncze porcje do ogrzania do temperatury pokojowej w szafce. Większy potrzebny jest do tego, by przełożyć tam karmę z puszki i móc zakręconą trzymać w lodówce. Problem rozwiązany 🙂

Słoiki na karmę. #dwaR - dziesiąty tydzień wyzwania

Wiaderko po farbie

Przy okazji malowania dziecięcego pokoju doszło do nas, jak malowanie jest strasznie nieekologiczne. Puszki z farbą praktycznie tylko w plastiku, dodatkowo nie jest łatwo dostać je w większej objętości. Zamiast jednej dużej, musieliśmy kupić dwie małe, czyli od razu wytworzyła się podwójna ilość śmieci. Do tego folia malarska, którą moglibyśmy owszem zastąpić jakimiś starymi prześcieradłami… gdybyśmy je posiadali. Kuweta do rozrabiania farby – plastik (chociaż tyle, że wielorazowy), wałek – plastikowa rączka i mikrofibra. Same tworzywa sztuczne i do tego chemia, jaką jest sama farba.

Po użyciu wszystko zostało wymyte, żeby nie trzeba było dokupywać przy okazji kolejnych remontów. Puste opakowanie po farbie też postanowiłam oczyścić, aby dostałe drugie życie jako pojemnik na jakieś drobnice lub po prostu było małym wiaderkiem.

Wiaderko po farbie. #dwaR - dziesiąty tydzień wyzwania

No i to już koniec mojego dziesięciotygodniowego wyzwania, gdzie starałam się w duchu less waste i zasad „reduce” i „reuse”, porządkować i odgracać nasze mieszkanie.

Przyszedł czas na małe refleksje i podsumowanie wyzwania.

Zadanie okazało się dużo trudniejsze niż sądziłam. Najprościej jest zużytą, zepsutą lub niepotrzebną rzecz po prostu rzucić do kosza. Bez refleksji co się z tym będzie dziać dalej. Jeżeli zaś chcemy zrobić to prawidłowo, potrzeba nam na to więcej wysiłku i czasu. Niektóre rzeczy, jak piłka fitness, czy taśma z magnetofonu musiały trafić do punktu selektywnej zbiórki odpadów, żeby faktycznie zostały wyrzucone w sposób prawidłowy. Dowiedziałam się więc, gdzie w ogóle one w naszym mieście się znajdują.

Naprawa przedmiotów lub ich przeróbka okazuje się być czasochłonna. Za to może oszczędzić nam nieco pieniędzy i daje też trochę satysfakcji. Nie wszystko się jednak udaje naprawić. Przykładem była wspomniana w jednym z pierwszych wpisów tego cyklu lampka. Nie byłam w stanie jej skleić, bo trudne okazało się jej ustabilizowanie, a klej niestety puszczał.

A co z dobrymi przedmiotami, których już nie potrzebujemy? O ile blender szybko się sprzedał, bo dałam niską cenę, to już z ekspresem do kawy, czy książkami był spory kłopot. Sprzedaż przedmiotów używanych wcale nie jest łatwa. Jeżeli coś jest wartościowe, to warto chociaż próbować, ale trzeba uzbroić się w cierpliwość. A jak nie, to można wystawić pod domem w pudle i po prostu oddać za darmo. Może ktoś użyje, a być może sprzeda na pchlim targu, ale to już nie nasza sprawa.

Uważam, że było warto podjąć tego typu wyzwanie. Dowiedziałam się nieco nowych rzeczy o recyklingu i tym, co się do niego nadaje, a co nie. Pozwoliło mi to też nieco inaczej spojrzeć na posiadane rzeczy w domu. Przekonałam się, że ścieżka wiodąca do minimalizmu jest kusząca i chcę nią podążać. Małymi kroczkami, ale uparcie do przodu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.