Już za chwilę studia…

studia

Ostatnie dni były dość intensywne i spędzone na załatwianiu rożnych spraw. Odczuł to też mój blog, bo już ponad tydzień nic nowego nie napisałam. Wśród sprawunków znalazły się też między innymi te związane ze studiami.

Za dwa dni po raz drugi stanę w progach wyższej uczelni. Minęło już 7 lat odkąd skończyłam pierwszy kierunek i nie sądziłam wtedy, że znów czeka mnie podobna przygoda. No, może jakieś podyplomowe studia, ale nie licencjat! Postanowiłam zostawić klasyczną medycynę i pójść w kierunku nauki o odżywianiu. Tematyka nie tak znowu odległa, bo w końcu zamiast leczyć medykamentami, chcę leczyć jedzeniem.

Zdrowe odżywianie to jedna z moich pasji i mogę o tym rozmawiać godzinami. Część wiedzy pokrywa się z medycyną, dlatego z początku rozważałam studia podyplomowe. Rozmowa z dwoma dietetyczkami przekonała mnie jednak, że jak się człowiek chce za coś brać to trzeba zrobić to porządnie. Podyplomówka nie daje takich uprawnień i po niej można tytułować się jedynie doradcą do spraw żywienia lub czymś podobnym. Dietetyka jest obszerna i do zdobycia rzetelnej wiedzy (oraz możliwości tytułowania się dietetykiem) potrzeba więcej lat, żeby móc faktycznie brać odpowiedzialność za ludzi, którym się doradza.

Doczekałam się października i jestem gotowa na nową przygodę. No, prawie gotowa.

Okazuje się, że obecnie największym wyzwaniem związanym ze studiami zaocznymi będzie… jedzenie. Trzy dni bez mamy w domu to kłopot dla maluszka. Niedługo stuknie mu już półtora roku, ale nadal w ciągu dnia pije sporo mleka. Trzeba będzie więc naszykować zapas butelek dla niego, żeby miał co popijać między innymi posiłkami. Drugi problem to moje własne wyżywienie. Spędzając na uczelni ponad 12 godzin (nie licząc dojazdu), muszę zjeść kilka posiłków. Nie byłoby to tak trudne, gdyby nie dieta eliminacyjna. Wykluczając sporo rzeczy z menu trudno wykarmić się poza domem. W sklepach spożywczych mogę zazwyczaj liczyć na suchą bułkę albo owoce i warzywa. Zdecydowana większość produktów zawiera z składzie mleko lub jaja, mogę więc zapomnieć o gotowych kanapkach, sałatkach czy daniach na wynos.

Co zatem pozostaje? Gotowanie w domu. Chyba będę brać ze sobą plecak, żeby pomieścić jedzenie na cały dzień 🙂 Jeszcze nie przemyślałam tego, co mogę naszykować. Z pewnością po pierwszym zjeździe będę miała lepsze ogarnięcie i będzie mi potem tylko łatwiej.

Stres jednak jest. Organizacja tego, spędzanie nagle tyle czasu poza domem, sama nauka na studiach. Jak trudne to będzie? Czy dzieci dadzą mi w domu czas na zakuwanie? Mnóstwo pytań kłębi mi się teraz w głowie.

Jako niepoprawna optymistka powtarzam sobie jak mantrę – „Będzie dobrze!” 🙂

A o tym jak sobie poradziłam z szykowaniem jedzenia na cały weekend poświęcę za jakiś czas osobny wpis.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.