Miały być testy i lipa…

stetoskop

Ehh, ten paskudny los lubi płatać figle. Dwa miesiące czekaliśmy na wizytę u alergologa z maluszkiem. Umówiliśmy się na testy skórne z alergenami pokarmowymi i mieliśmy dostać kolejne wskazówki co z dietą. No i lipa!

Na wizytę poszliśmy, ale przeczuwaliśmy że nic z tych testów nie będzie. A to dlatego, że na skórze małego bąbla zaczęła pojawiać się wysypka. Jeszcze wczoraj zobaczyłam lekkie zaczerwienienie na karku, wyglądające trochę jak pokrzywka. Za dużo nowości w diecie ostatnimi czasy nie było. Testowaliśmy truskawkę, jabłko, musztardę i pokusiłam się na mieszankę curry. Tylko że te zmiany nie wystąpiły tak szybko i to nas zmieszało. Zazwyczaj jest tak, że na drugi dzień po spożyciu czegoś „nielegalnego” zaogniają się policzki i skóra na szyi i klatce piersiowej u małego. Ta pokrzywkopodobna zmiana nie do końca do wzorca pasowała, no ale któż nam o tym lepiej powie jak nie alergolog?

A tymczasem dzisiaj, jeszcze rano przed wizytą pokazały się kolejne zmiany skórne. Małe bąble na głowie, brzuchu, coś na pleckach…. Zaświeciła mi się lampka, że to jednak może być… wiatrówka :/ Starszak niedawno ją przechodził i już myśleliśmy, że małemu się upiecze. Oczywiście nasze umysły próbowały wyprzeć tą myśl. No przecież nie miał gorączki, ma dobre samopoczucie, tej wysypki nie za wiele, minęło już trochę czasu odkąd starszy zachorował… w głębi jednak czuliśmy, że to myślenie życzeniowe.

Zdecydowaliśmy się jednak wybrać na wizytę i tam lekarka po obejrzeniu skóry nie miała praktycznie wątpliwości. Ospa wietrzna, runda numer dwa! Odwołane wyjścia i spotkania, wciskanie leków maluchowi, który się przed tym broni, kąpiele odkażające…

Zmian w diecie nie będzie. Mamy nie szaleć z nowymi produktami, nic nowego nie wprowadzać małemu w czasie choroby i odezwać się jak mały wyzdrowieje. Testy skórne muszą jeszcze poczekać. Strasznie ciekawi mnie, czy coś w nich w ogóle wyjdzie. Do tej pory bazowaliśmy na obserwacji objawów. Może coś więcej się wyjaśni. Nasza wizyta u gastroenterologa też została przesunięta ze względu na chorobę, także nadal nie za dużo wiemy.

Może to i lepiej że dopadła jednak maluszka ta wiatrówka. Przechorujemy i będzie spokój. Szkoda tylko, że człowiek czeka i czeka na te wizyty u lekarzy po kilka miesięcy, a potem trzeba przesuwać. Trudno, będziemy cierpliwie czekać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.