Pączki, pączusie, pączunie

pączki

Tłusty czwartek. Dzień objadania się pączkami i faworkami, lub jak niektórzy wolą je zwać – chrustami.

To nie jest łatwy dzień dla osoby na diecie bezglutenowej, czy też eliminującej nabiał i jaja. Sklepowe witryny kuszą pięknymi, wyrośniętymi i złocistymi pączkami z pysznym nadzieniem, polewą czy posypką. Kto unika tylko glutenu, ten może znaleźć cukiernie, które mają w ofercie wypieki bezglutenowe. Biada jednak jeśli nie możesz jeszcze jeść chociażby jaj. Jeśli chcesz ucztować na równi z innymi w ten specjalny dzień, to musisz sobie usmażyć pączki samemu.

Już kilka dni wcześniej zaczęłam buszowanie po przepisach w internecie. Szybko zobaczyłam, że fraza „pączki bezglutenowe” wpisana w Google wyrzuca dużo wyników, ale niestety pojawiają się przepisy zawierające inne niedozwolone nam składniki. Trzeba było zawęzić poszukiwania do pączków wegańskich i bezglutenowych jednocześnie. Znalazłam trochę blogów kulinarnych i zabrałam się za przeglądanie przepisów. Zależało mi, żeby nie były zbyt skomplikowane i nie wymagały egzotycznych składników. Wybrałam kilka i we wtorek próbnie przetestowałam jeden z nich.

Niektóre składniki tego przepisu nieco mnie zdziwiły, ale stwierdziłam że trzeba sprawdzić. Konsystencja ciasta nie wyszła taka jak w opisie, trzeba było dodać dużo więcej mąki. To wzbudziło moje wątpliwości, ale rozgrzałam olej i postanowiłam to ciasto usmażyć. Wrzuciłam pierwszą porcję do garnka i…. ciasto rozpadło się na kawałeczki. „Kurcze, może nie powinnam była go dotykać” – pomyślałam, bo próbowałam oderwać pączka od dna garnka. Kolejny, nie dotykany już łyżką, nawet przypominał kulkę po wyjęciu. Przy trzecim straciłam cierpliwość, kiedy znowu zamiast pączka wyłowiłam pływające okruszki ciasta. Szkoda mi było wyrzucać wszystko do kosza, więc resztę upiekłam w piekarniku otrzymując średnio smaczne i bardzo suche ciastka.

Kolejnego dnia wybrałam inny przepis i zabrałam się za następną próbę. Zniechęcona pierwszym przepisem, podchodziłam do tego sceptycznie. Tym razem znalazłam jednak stronę Katarzyny Jankowskiej (blog Mama Alergika Gotuje), z której przepisów już w przeszłości wielokrotnie korzystałam. Oj jak mi zależało, żeby tym razem było co jeść!

Ciasto wyszło zwarte, dało się formować i wałkować. Nie pokusiłam się o zrobienie faworków, bo nie mam z nimi doświadczenia. Zgodnie ze wskazówkami, powycinałam pączki w kształcie oponek i wrzuciłam na olej. Nie rozpadły się! Nie chciały też niestety wypłynąć i smażyły się cała zanurzone. Ciasto nie rosło podczas smażenia, ale była o tym wzmianka w przepisie, ale w każdym razie pączki się udały!

Posypane odrobiną cukru pudru, zostały dzisiaj już niemal w całości zjedzone 🙂 Miałam również kupione cukierki, na wypadek gdybym musiała się pocieszać po kolejnej porażce w smażeniu pączków.

Moje popołudnie nie poszło na marne i miałam dzisiaj czym się uraczyć, hurra! A gdyby ktoś również chciał wypróbować ten przepis, z którego pączki mi ładnie wyszły, znajdzie go TUTAJ.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.