Nasza walka z alergią pokarmową – jak jest teraz.

Alergia pokarmowa. Ciecierzyca ziarna

Jeszcze w ciąży spodziewałam się tego, że drugie dziecko może mieć problemy z alergią pokarmową. Skoro pierwszy syn był alergikiem, szansa na to była dość duża. Nie wykluczałam nabiału z diety na zapas, bo takiej profilaktyki się nie zaleca. Ciężarnym poleca się unikanie jedynie tego, co już wiadomo wcześniej, że szkodzi. Nie za wiele można niestety zrobić, żeby uniknąć przyszłych kłopotów u dziecka.

Pierwszy miesiąc po urodzeniu synka był jak z bajki. Mały spał, jadł, świetnie przybierał na wadze. Aż tu się pojawiły zmiany skórne o bardzo dużym nasileniu. Początkowo mieliśmy to tylko obserwować, bo w końcu maluszek ma wrażliwą skórę i to może być normalne. Przy braku poprawy i kolejnych objawach (tym razem z układu pokarmowego) padło podejrzenie alergii pokarmowej i zalecono nam odstawienie produktów mlecznych. Czekaliśmy na efekty tej diety i faktycznie stan skóry uległ znaczącej poprawie. Niestety zawartość pieluszek nie.

Jako kolejny krok odstawiłam z diety jaja i soję. Skóra całkiem dobra, chociaż na policzkach i na klatce pozostały zmiany atopowe, które nieraz się zaogniały. Czyli winowajca dalej nie znaleziony. Po kolejnym miesiącu padła decyzja przejścia na drastyczniejszą dietę, która bazowała na około 10-12 produktach. O ile u starszego syna taka dieta zadziałała rewelacyjnie, to u młodszego efektów takich spektakularnych nie zauważyłam.

Po dwóch tygodniach zmieniłam nieco zestaw produktów, wymieniając np. ryż na ziemniak. Powodem był głównie problem ze zbilansowaniem diety i moje zbyt szybkie chudnięcie. Wygląd skóry u maluszka był na tej diecie bardzo dobry, nie został niemal żaden ślad po zaczerwienionych plamach. Stan zapalny w jelitach się jednak utrzymywał. Po wizycie u alergologa padło podejrzenie nietolerancji laktozy, zapewne wtórnie do alergii. Nie otrzymaliśmy jednak żadnych specjalnych zaleceń poza unikaniem tego, co już wiemy, że szkodzi.

Jak działamy obecnie? Rozszerzyłam dietę o dodatkowe warzywa i kasze. Nadal unikam wszystkich produktów, które są uważane za silnie alergizujące oraz warzyw i owoców, które też dają często uczulenie jak np. marchewka, pomidor czy jabłko. Wprowadzę je wkrótce, chcę jednak zachować odstęp pomiędzy kolejnymi produktami. No i póki co jemy też bezglutenowo.

Obraz komplikuje nam ząbkowanie i jego objawy, które się trochę pokrywają z alergicznymi.

Z pozytywów – udało nam się prawdopodobnie znaleźć jeden alergen, a jest nim … ciecierzyca. Nie spodziewałam się takiego odkrycia. Na szczęście groch i fasola nie uczulają, więc jakieś strączki w diecie są 🙂

Zaczęliśmy też ostrożnie rozszerzać dietę samego maluszka. Idzie powoli, ale bezproblemowo. O tym jak podajemy pokarmy alergikowi metodą BLW napiszę już w innym artykule.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.