Wegetarianie i koty – czy da się to pogodzić?

Jednym z kontrowersyjnym tematów dotyczących wegetarian i wegan jest fakt posiadania zwierząt mięsożernych. W internecie toczą się gorące dyskusje o tym, czy koty i psy mogą żywić się karmą bez mięsa. Czy moralnym jest to, że samemu nie je się mięsa, a kupuje je dla swoich zwierząt?

Zacznijmy od tego, że powody przejścia na dietę roślinną są różne. Wiele ludzi decyduje się na taką zmianę, aby nie przyczyniać się do cierpienia hodowlanych zwierząt, nie jest to jednak jedyna przyczyna. Inne powody, dla których wielu decyduje się na dietę wegetariańską i wegańską to chęć bycia zdrowszym lub przyczyniania się do ochrony środowiska (uprawy rolne pod pasze oraz sama hodowla znacznie przyczynia się do jego destrukcji). Nie każdy więc neguje sam fakt jego jedzenia, a po prostu wybiera inną drogę.

Sama przeszłam na wegetarianizm około 3 lata temu. Wcześniej nie myślałam o zmianie diety, ale skłoniła mnie do tego alergia synka. Konieczność znalezienia przepisów bez mleka i jaj sprawiła, że odwiedzałam dużo wegańskich blogów. Zaczęły do mnie docierać informacje o tym, jak wygląda przemysł mięsny i po kilku miesiącach zdecydowałam przejść na dietę roślinną. Później na krótki okres wróciłam do nabiału i jaj, a teraz znów są wykluczone z powodu drugiego małego alergika w domu. Dlatego też moja obecna dieta jest praktycznie wegańska i chyba już taka pozostanie.

Zarówno wcześniej, jak i obecnie mieszka z nami w domu kot. Trudno mi sobie wyobrazić dom bez zwierząt, bo miałam z nimi kontakt od dzieciństwa. Szczęśliwie nikt z domowników nie ma alergii na ich sierść, więc możemy pozwolić sobie na posiadanie sierściastego przyjaciela.

Koty są typowymi mięsożercami i to w dużo większym stopniu niż psy. Budowa ich układu trawiennego i uzębienie jest typowa dla drapieżnika. Trudno sobie wyobrazić, żeby kot nie jadł mięsa, jest to po prostu potrzebne do jego zdrowia. W naturze jego ofiarą padają głównie drobne gryzonie oraz ptaki.

Wiele osób uważa, że gdy wegetarianin lub weganin karmi swoje zwierzaki mięsem, to jest on hipokrytą i osobą niemoralną. No bo jak to? Odmawia sobie kotleta, bo to zabijania krówki czy świnki, a kupuje to swojemu kotu lub psu?

To nie jest takie proste.

W łańcuchu pokarmowym są roślinożercy i drapieżniki. Taka jest natura i nikt tego nie zmieni. Ofiarą drapieżników padają głównie stworzenia młode, stare lub chore. W ten sposób reguluje się naturalnie populacja zwierząt i dopasowuje do środowiska i dostępności pożywienia. Ostatnio słyszałam ciekawostkę o wilkach, że mogą one wstrzymać ruję i po prostu w ogóle się nie rozmnażać, gdy jest ich za dużo.

My, ludzie, w przeciwieństwie do zwierząt zabijamy masowo i ponad nasze potrzeby. Rozmnażamy zwierzęta specjalnie, hodujemy je w wielkich ilościach po to, żeby je potem zabijać. W dawnych czasach nie było mowy o „masowej produkcji” zwierząt, były one zabijane w miarę potrzeby i wszystko zjadane i wykorzystane co do kosteczki.

Dzisiaj mamy markety i ludzie przyzwyczaili się, że mięso oraz inne produkty odzwierzęce są dostępne w dużych ilościach i przez cały czas. A co się staje z tym towarem, który się nie sprzedał? Albo się zepsuł? Do kosza? Czyli zwierzaki po co się urodziły i umarły? Żeby trafić na śmietnik, bo nie jesteśmy w stanie przejeść tej ilości naprodukowanego mięsa?

Biznes to biznes i nic nie może się marnować. Kości, więzadła, chrząstki, kopytka i inne części, których my nie jemy trafiają do zakładów i powstają z nich przeróżne mączki i inne produkty. To trafia później do pasz i karm dla innych zwierząt. W tym oczywiście trafia to do karm dla naszych kotów i psów.

Jeżeli nie ma w składzie karmy słowa o tym, że jest tam mięso, to faktycznie go tam nie ma. Jest białko zwierzęce, a ono występuje przecież w każdym kawałku zwierzęcia. Tam trafiają między innymi te przemysłowe odpadki.

Typowa karma budżetowa zawiera od kilku do kilkunastu procent mięsa. Reszta to… warzywa i zboża oraz jakieś zagęstniki. Czyli kupując te karmy nasze zwierzęta odżywiają się niemal roślinnie. Tak – koty i psy wcale w swoim jedzeniu z puszki nie dostają tego, co by jadły w naturze. To jest typowy „fast food” zwierzęcy. Jest tani, mocno reklamowany i popularny.

Mamy na rynku również lepsze karmy, a nawet takie premium, które tego mięsa (i to prawdziwego) zawierają nawet do 70-80%. Mają one odzwierciedlać naturalną dietę naszych pupili i służą ich lepszemu zdrowiu. Nie od dziś wiadomo, że tak jak ludzie, nasze zwierzęta cierpią na wiele schorzeń wywołanych nieprawidłową dietą. Możemy im właśnie próbować zapobiegać poprzez odpowiednie żywienie.

No ale co z tym mięsem? Czy moralnie lepszym jest kupienie karmy „śmieciowej”, która mięsa prawie nie ma i pochodzi ono praktycznie tylko z odpadków już i tak zabitych dla ludzi zwierząt? Ale za to ryzykować, że twój własny pupil będzie chorować, cierpieć i szybciej umrze niż by mógł?

A może kupować karmy z mięsem, ale godzić się na to, że do jego produkcji zabito inne stworzenia, specjalnie po to by wykarmić nimi naszych pupili? Czy możemy sprawiać cierpienie jednemu zwierzęciu, żeby drugiemu było dobrze? A może powinny powstawać jakieś karmy bio, produkowane ze zwierząt hodowanych i zabijanych bardziej humanitarnie? Może już takie są w sprzedaży, nie wiem.

Problem, który jest z tym nieco powiązany to niekontrolowane rozmnażanie naszych domowych zwierząt. Bezdomność kotów i psów widoczna jest wszędzie, bo jest ich za dużo w stosunku do ludzi, którzy mogą i chcą je przygarnąć. To koszt głupoty ludzkiej, samolubności i okrucieństwa. Im więcej zwierząt, tym więcej potrzeba dla nich jedzenia, ten związek jest oczywisty.

Zapobiegając ich niepotrzebnemu rozmnażaniu, sterylizując nasze koty i psy, nie powołujemy na świat nowych istnień. Te zwierzęta nie lądują potem na ulicy, nie cierpią i nie generują zapotrzebowana na większą ilość karmy. Mniejsza ilość zwierząt – mniej potrzebnego jedzenia – mniejszy popyt na karmy.

Uważam, że jeżeli już bierzemy zwierzaka, to najmoralniej byłoby jednak wziąć go z ulicy lub schroniska. Ratujemy istnienie, a gdy już pupila mamy w domu, to dbamy o jego zdrowie karmiąc go uczciwie. Nawet jeśli wiąże się to z koniecznością kupowania mięsa dla jego dobra. Koty na wsi same polują, w mieście nie mają takiej możliwości i mają to, co im podamy.

Nie rozmnażajmy głupio zwierzaków, tylko dlatego że „maleństwa są takie słooodkie” albo „kotka MUSI mieć chociaż jednen miot ” (to bzdura!) . Ich populacja w ten sposób by się wyregulowała i nie byłoby tyle bezdomności wśród zwierząt.

Ludzie nie przestaną jeść zupełnie mięsa. To jest utopia. Zwierzęta mięsożerne też nie przestaną, więc możemy szukać innych rozwiązań. Może powinniśmy dążyć do tego, aby nie było marnotrawstwa w przemyśle mięsnym, a nasze koty i psy dostawały jedzenie pochodzące z już zabitych zwierząt? Możemy też szukać alternatyw w produkcji karm. Ostatnio pojawiają się nowinki, takie jak wykorzystanie owadów jako pasza. To dobry trop? Póki co trudno powiedzieć

Z taką refleksją Was pozostawiam. To jest bardzo trudny temat. Empatia nie powinna działać wybiórczo, a jednak istnieje coś takiego jak „gatunkowizm”. Nasz świat jest okrutny i to nie jest jedyny dylemat, z którymi świadomy człowiek musi się borykać.

2 Replies to “Wegetarianie i koty – czy da się to pogodzić?

  1. Kurcze… nigdy nie myślałam o tym „problemie”… a to w sumie ciekawe zagadnienie… Ja tylko ograniczam mięso, a zwierzaka nie mam,ale temat do dyskusji niezly!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.