Cukier, koktajle i mikroby

zielony koktajl

Na początku listopada wspominałam o zamiarze przejścia na cukrowy detoks. Chęć na słodkie pokarmy zaczęła mnie z deka przytłaczać, postanowiłam więc z tym powalczyć. Minęły dwa miesiące i… słabo to wyszło.

Nie jest problemem, gdy od czasu do czasu człowiek pochłonie kilka ciastek czy pączka bo ma chęć. Niczym dziwnym nie jest też fakt, że w czasie poprzedzającym okres kobieta marzy o kubełku lodów. Od dłuższego czasu już wiadomo, że można za to winić niski poziom „hormonu szczęścia”, czyli serotoniny, który pojawia się w tych dniach. Za przewlekłą ochotę na cukier mogą też jednak odpowiadać bakterie jelitowe.

Obecnie pochłaniam książkę „Dobre bakterie” autorstwa gastroenterolożki Robynn Chutkan. Zadziwiające jest to jak bardzo jesteśmy zżyci z naszymi mikrobami i jak łatwo nam jest teraz zaburzyć delikatną równowagę panującą w ich świecie. Chociaż wygląda na to, że nasza wiedza o mikrobiomie to dopiero czubek góry lodowej, odkryliśmy już wiele zależności. Nadmierny rozrost i dominacja niektórych szczepów bakterii powoduje u nas wiele dolegliwości i schorzeń. To, czym karmimy swoich małych przyjaciół ma duże znaczenie. Dieta uboga w błonnik, za to bogata w białą mąkę cukier i tłuszcz nie sprzyja tym „dobrym bakteriom”, za to sprawia że te „złe bakterie” oraz drożdżaki czują się jak w raju. Działa to też w drugą stronę, bo pokarmy bogate w błonnik, a szczególnie jego nierozpuszczalne frakcje, w tym skrobia oporna są doskonałą pożywką dla pożytecznym nam mikrobów. Co ciekawe, nasze bakterie rozkładają niestrawne dla nas węglowodany na krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe, które odżywiają nasze jelita i to dosłownie. Kwas maślany, jeden z produktów tej fermentacji, jest podstawowym źródłem energii dla komórek jelita grubego, a do tego sprzyja wchłanianiu składników mineralnych bo obniża pH.

Co jeszcze sprzyja rozwojowi tej dobrej mikroflory jelitowej? Kiszonki, które są źródłem zarówno samych bakterii jak i pożywki dla niej. Dobrze jest też ograniczyć mięso, cukry proste i produkty wysoko przetworzone. Niby każdy to wie, prawda? Tylko wiedza i praktyka niekoniecznie idą ze sobą w parze.

Analizując chęć na słodkie jedzenie przypomniałam sobie jako ciekawostkę, że w dość krótkim okresie spędzonym na diecie bezglutenowej (jakieś 3-4 miesiące) nie miałam takich problemów. Problemem było co w ogóle jeść, ale to inna bajka ;> Nie jestem geniuszem bezglutenowych wypieków, częściej wychodzą mi zakalce i gnioty, a na wafle ryżowe nie mogę już patrzeć.

Nie uważam swojej diety za złą, ale postanowiłam się jej przyjrzeć nieco bliżej. Udało mi się co prawda ograniczyć nieco słodkie, za to w domu pojawiło się więcej paluszków i chrupek. Okazuje się, że w grę chodzi też sama chęć podjadania, a najłatwiej jest o przekąski niezdrowe. Trudno byłoby wykluczyć wszelkie jedzenie między posiłkami i nawet tego nie zakładam. Trzeba będzie pomyśleć nad lepszymi opcjami i przede wszystkim mało czasochłonnymi w przygotowaniu.

Postanowiłam zadbać też o swoje mikroby i zwiększyć ilość warzyw w diecie. Wiem, że będąc praktycznie na wegańskiej diecie może się to wydawać dziwne, ale uwierzcie – można mieć problem z „codzienną piątką”. Dlatego jako dodatkową porcję warzyw dziennie wybieram picie zielonych koktajli. To tylko kilka minut roboty, ale wymaga zrobienia zakupów i zaplanowania. A to już jest mała trudność. Najsmaczniejsze kombinacje opublikuję tu na blogu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.