porażki kuchenne
Blog

Smak porażki

Znajdujesz świetny przepis. Szukasz w szafkach składników, po czym z radością bierzesz się za pichcenie pysznego (na zdjęciu wszak wygląda obłędnie!) dania, po czym…

wyrzucasz je do kosza, albo wciskasz w siebie ze łzami goryczy w oczach.

Znasz to uczucie? Ja niestety aż nazbyt dobrze.

Po przejściu „na swoje” każdy musi poradzić sobie z problemem wykarmienia siebie. Metodą prób i błędów dochodzimy z czasem do wprawy w przygotowaniu nieraz nawet wymyślnych dań. Niegdyś nasze mamy, babcie, ciotki, sąsiadki i inne życzliwe kobiety stanowiły skarbnicę wiedzy o gotowaniu. Później pojawił się książki kucharskie, a w obecnych czasach to internet zaczął wieść prym, stając się przepastnym zbiorem przepisów kulinarnych.

Człowiek myśli, że ma jakieś pojęcie o gotowaniu, bo swoje w kuchni przy garach i patelniach już odstał. A tu spada na niego konieczność diety.

Naleśniki bez jajek i mleka,

ciastka bezglutenowe,

„kotlety” bez mięsa i jaj,

wegański „serek”, który według autora przepisu ma być rozciągliwy i świetnie nadawać się do zapiekanki… Tja.

Sporo moich kuchennych eksperymentów na diecie eliminacyjnej skończyło się fiaskiem. Najgorszą zmorą były dla mnie próby bezglutenowych wypieków oraz naleśników na bazach innych niż pszenna mąk . Placki ziemniaczane bez jajek to już żaden problem, ale już kotlety warzywne to loteria – czasem wyjdą, a czasem wyglądają jak rozlatująca się paciaja.

W zależności od nastroju, oczekiwań co do dania lub nasilenia głodu, kończy się to rzucaniem ścierką, większą frustracją lub ostatecznym stanem zwanym „bez kija nie podchodź”.

Po kilku latach bojów z przepisami z internetu mam dwie porady.

Rada numer jeden. Nie oczekuj za wiele, podchodź do przepisów i okraszających je zdjęć z rezerwą. Może coś nie działa w proporcjach, może coś w produktach, a może twoja patelnia jest jakaś nie ten teges. Nieraz w naszych domowych zaciszach potrawa nie chce uparcie przypominać tego czym miała być. Żeby ograniczyć ryzyko porażki czytam wszystkie komentarze pod danym przepisem kulinarnym, czasem to pomaga.

Rada numer dwa. Gdy już znajdziesz w sieci przepis, który wychodzi bezbłędnie to strzeż go! Zapisz sobie w zakładce przeglądarki, zrób sobie zdjęcie telefonem, cokolwiek. Potem może być naprawdę trudno ponownie go odnaleźć, a nieraz po prostu przepada i tyle.

Oby was te kuchenne porażki omijały szerokim łukiem, ale jak się już zdarzą to cóż… mówi się trudno i kombinuje dalej. W końcu w dzisiejszych czasach dzięki mnogości blogów kulinarnych taki człowiek na diecie „bez bez” również jest w stanie się wyżywić 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.